Ludzie z pasjąStyl życia

Recykling na nowo

Julia Wizowska w wywiadzie dla Pozytywnego Wołomina 

Największe kontrowersje budzi obecnie informacja, że wywóz śmieci jest coraz droższy. Zarzuca się wielu samorządom, że chcą czerpać profity z tej usługi. A jaka jest prawdziwa przyczyna tych podwyżek?

Julia Wizowska: A żeby to była jedna przyczyna! Tak naprawdę jest ich sporo i one dodatkowo na siebie nałożyły się w czasie. Po pierwsze, jako kraj zobowiązaliśmy się do osiągnięcia poziomu 50% recyklingu do końca obecnego roku. Dla mieszkańców oznaczało to wprowadzenie pięciu koszy do selektywnej zbiórki, ale dla firm odbierających odpady – dodatkowe koszty. Firmy muszą nabyć te pojemniki, zakupić flotę, która te pojemniki zgodnie z przepisami odbierze i dowiezie do zakładu gospodarki komunalnej. Instalacje też nie powstają za darmo, ich budowę trzeba sfinansować. Po drugie, drastycznie wzrosła opłata za składowanie odpadów. Miało to zmobilizować zakłady, a pośrednio również społeczeństwo, do lepszej segregacji i większego recyklingu. Tymczasem segregacja nadal nie wychodzi nam za dobrze, a recykling nie zawsze jest możliwy. Po trzecie, pamiętamy plagę pożarów wiosną i latem 2018 roku? Płonęły składowiska, magazyny odpadów,miejsca legalnego i nielegalnego przechowywania śmieci. Aby ukrócić ten proceder, wprowadzono szereg restrykcyjnych norm środowiskowych. Część zakładów, nie mogąc tych norm spełnić, zamknęła się. Te, które zostały na rynku, podniosły ceny. A po czwarte, z roku na rok produkujemy – my, mieszkańcy, konsumenci – coraz więcej odpadów, które trzeba zagospodarować.

Do tej pory segregacja dzieliła się na plastik, szkło i papier. Od kwietnia będziemy zobowiązani dzielić śmieci na BIO i odpady zmieszane. Zmiana dotyczy również tego, że wcześniej nie było obowiązku segregacji, za dwa miesiące będzie to musiał robić każdy. Jaką korzyść według Ciebie przyniesie ta zmiana i czy jesteśmy na nią gotowi? Czy segregacja jest taka straszna, jak ją malują?

JW: Obserwując reakcję społeczeństwa w mediach społecznościowych rzeczywiście można odnieść wrażenie, że segregacja jest czymś strasznym. Ale trzeba wziąć poprawkę na to, że każda nowość najpierw spotyka się z nieufnością mieszkańców, każda zmiana – z krytyką, a narzucenie obowiązku – z buntem. Tak było właściwie w każdej gminie, która wprowadzała obowiązkową segregację. Później emocje ucichają, ludzie powoli uczą się segregacji. Ważne, by w takim momencie samorząd okazał mieszkańcom wsparcie merytoryczne. Przekazał informacje, jakie odpadki należy wrzucać do którego kosza. Doedukował, zwłaszcza dorosłych, z poprawnej selektywnej zbiórki. Ale też opowiedział, jaki jest cel segregacji. Dlaczego mieszkańcy mają to robić? Bo nie wszyscy wiedzą, że aby papier nadawał się do recyklingu, musi być czysty, czyli powinien być zbierany osobno, inaczej resztki napojów i jedzenia z puszek i butelek pobrudzą tekturę. Albo że przy braku segregacji dochodzi do dużych strat surowca: szklane butelki się tłuką, puszki są prasowane razem z syfem, który znajduje się obok w śmieciarce, i marnują się, zamiast być odzyskiwane. Z moich obserwacji wynika, że gdy mieszkańcy mają świadomość po co to robią, segregują chętniej. 

Czy segregacja czy recykling to czasochłonne zajęcia? Czy wymagają dużego poświęcenia czy to tylko kwestia wypracowanych mechanizmów? Co spowodowało, że zaczęłaś interesować się tematem ekologii wżyciu codziennym? Jak na co dzień można zmieniać swoje przyzwyczajenia, które bardzo często wiążą się z generowaniem ogromnych ilości odpadów?

JW: Powiem szczerze, że „Nie mam na to czasu” to bardzo częsty argument przeciwko segregacji odpadów, ale ja go zupełnie nie rozumiem. Przecież ilość wytworzonych przez nas śmieci nie ulega zmianie. Nie robi się nagle tych odpadów więcej. Co więc za różnica, czy po otwarciu szafki pod zlewem napotkamy jeden kosz, czy kilka? Często pada też stwierdzenie „Nie mam gdzie tych koszy zmieścić” – i z tym argumentem jak najbardziej się zgadzam. Nasze kuchnie są za małe pięć dużych koszy. Ale… po pierwsze, nie muszą to być wielkie kosze – zamiast jednego czterdziestolitrowego możemy użyć czterech dziesięciolitrowych. Po drugie zaś, nie musimy upychać wszystkich koszy akurat pod zlewem. Papierowe opakowania są czyste i mogą być zbierane w ozdobnym koszyku w gabinecie albo przy biurku w pokoju dziecięcym. Odpadki bio – w ozdobnym pojemniku na blacie albo parapecie w kuchni. Zaś kosz na szkło w przedpokoju. My segregujemy od 2013 roku – wtedy w Warszawie, gdzie mieszkamy, wprowadzono trzypojemnikowy system” na szkło, na tak zwane suche, czyli papier, plastik i metal razem, oraz na resztkowe. Zajmowaliśmy wtedy niewielką kawalerkę – pokój z kuchnią – i w tej kuchni, która była też jadalnią i moim gabinetem do pracy, trzymaliśmy właśnie te trzy kubły. Więc gdy wprowadzono u nas pięciopojemnikowy system segregacji, dostawienie kolejnych dwóch koszy już tak nie bolało. Inna kwestia, gdy za „brakiem miejsca” stoi tak naprawdę brak chęci. Znam ludzi, którzy mają wielkie domy, mieszkają w nich we dwie lub trzy osoby i dotąd nie segregowały odpadów, bo… no właśnie – twierdziły, że nie mają warunków. A jednocześnie są takie osoby, które nawet na niewielkiej powierzchni są w stanie zmieścić kilka koszy. Któregoś razu napisała do mnie czytelniczka bloga, by się pochwalić: mieszkała w akademiku, zajmowała pokój
17 m. kw. i segregowała! Miała pięć bardzo eleganckich koszy. Można? Można!

Jak zacząć przygodę z upcyklingiem? 
Co w naszym domowym gospodarstwie może dostać drugą szansę?

JW: Tak naprawdę drugie życie może dostać wszystko, ale nie wszystko powinno. Nie jestem zwolenniczką przerabiania śmieci
na kolejne śmieci, czyli coś, co ze względu na swoją małą wartość użytkową i estetyczną za chwilę i tak wyląduje w koszu. Wolę niepotrzebne przedmioty przerabiać na rzeczy, które posłużą mi jeszcze jakiś czas. Gdy zaczynałam swoją przygodę z upcyklingiem, pocięłam stare dzianinowe prześcieradło z gumką na włóczkę „spaghetti”, a potem na szydełku wydziergałam z tego dywan – używaliśmy go przez kilka lat. Mam też swój ulubiony pokrowiec na czytnik ebooków. A było to tak. Któregoś razu ogłosiłam w mediach społecznościowych, że chętnie przyjmę krawaty na przeróbki. Okazało się, że ludzie przechowują w szafach mnóstwo krawatów, których już dawno nie noszą – niekiedy prawdziwe „perełki”! Skomponowałam z nich kolekcję barwnych saszetek, w charakterze podszewek wykorzystałam zużyte tła fotograficzne, które są sztywne i wodoodporne – w sam raz do zabezpieczenia sprzętu. Z upcyklingu mam meble w mieszkaniu. Na przykład, komplet krzeseł. Mąż wypatrzył je w serwisie aukcyjnym: projekt z lat 60. Klasyka! Ale w marnym stanie. Odnowiliśmy więc je – zdarliśmy stary lakier, położyliśmy nowy mat, starą tapicerkę zastąpiliśmy tkaniną obiciową, którą znalazłam w lumpeksie. A w ogóle, pierwsza upcyklingowa rzecz, którą zrobiłam, nawet nie wiedząc o istnieniu pojęcia „upcykling”, był futerał na gitarę. Miałam wtedy 12 lat i dostałam instrument na urodziny. Ale żeby zabierać gitarę na kolonię, musiałam mieć w co ją spakować. Wyciągnęłam więc z szafy stare jeansy: jedną nogawkę założyłam na gryf, drugą nogawką (zszytą razem zresztą spodni) przykryłam pudło, wstawiłam suwak i dwa uchwyty ze starego plecaka. Moja pierwsza z wielu przeróbek – dziś fizycznie jej już nie ma, została w pamięci i w opowieści. Historię powstawania tego pokrowca opisałam też w swojej książce. Oczywiście, umiejętność szycia, dziergania czy majsterkowania ułatwia upcykling. Ale przeróbką może być też coś bardzo prostego, niewymagającego talentów manualnych. Przykład? Ozdoby choinkowe ze skórek cytrusów   – odciśnięte foremkami do ciastek. Albo wykonane z zeschniętych płatków kwiatowych potpourri, czyli naturalny odświeżacz powietrza. Termofor z pestek wiśni. Prosty peeling
z drobno zmielonych skorup orzechów. Pomysły można mnożyć!

Właśnie wydałaś książkę „Nie śmieci”. Jakie tematy w niej podejmujesz? Dlaczego warto sięgnąć po tą pozycję?

JW: W książce opowiadam między innymi o tym, co dzieje się z odpadami po tym, jak wyrzucimy je do kosza. Pracowałam nad nią parę lat. W tym czasie odwiedzałam różne zakłady przetwarzania, recyklingu i odzysku – przyglądałam się procesom i je opisywałam, odpowiadając jednocześnie na pytania, czy jest sens segregować śmieci, jak wygląda recykling w Polsce, dlaczego płacimy tak dużo za wywóz odpadów. W „Nie śmieci” rozwiewam też bardzo dużo mitów na temat ekologicznego stylu życia, opowiadam, dlaczego nie wszystkie produkty promowane jako „eko” rzeczywiście są przyjazne dla środowiska. Rozmawiam o tym z ekspertami. Zamiast zdjęć ze względów ekologicznych są w środku minimalistyczne rysunki – są one nie tylko estetyczne, ale i praktyczne. To też było dla mnie ważne, by maksymalnie wykorzystać papier. A do tego drukarnię wybrałam bliżej siebie, by transport wydrukowanych egzemplarzy generował mniej dwutlenku węgla. Z kolei gdy teraz wysyłam egzemplarze do kupujących, książki pakuję do tekturowych pudełek z recyklingu, zabezpieczam w środku makulaturą, która zabezpieczała przesyłki z drukarni do mnie, a na zewnątrz obwiązuję sznurkami z odzysku. Nie śmieci – to zobowiązuje! 🙂  Ⓟ

Dziękujemy za rozmowę Ⓟ

Pokaż więcej

Related Articles

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zobacz też:
Close
Back to top button
X

Adblock Detected

Please consider supporting us by disabling your ad blocker