Historia

Żyć bez stresu

100 lat skończył w sierpniu Pan Edward Hajduczek. Tylko nam zdradził swój sposób, jak w zdrowiu i pogodzie ducha dożyć tak pięknego wieku – trzymać się z dala od papierosów i żyć bez stresu. 

200 lat, Panie Edwardzie!

Edward Hajduczek urodził się 23 sierpnia 1920 r. w Wilnie. Mama Florentyna wychowywała dzieci, zmarła, gdy Edward miał 7 lat. Ojciec Izydor żenił się trzykrotnie, stąd Pan Edward miał pięcioro młodszego rodzeństwa: Anielę, Helenę, Antoniego, Teresę i Tadeusza.  Ojciec Pana Edwarda, Izydor Hajduczek, życie związał z mundurem wojskowym. Pochodził z Czerniowiec (obecnie Ukraina), o niepodległość Polski walczył pod dowództwem generała Lucjana Żeligowskiego, służył w karabinach maszynowych, był sierżantem. W cywilu był pracownikiem pocztowym. Dobrze mówił po niemiecku i angielsku, znał włoski i białoruski.

Do końca życia będę pamiętał

Wybuch II wojny św., a następnie agresja Związku Sowieckiego na Polskę, wywróciły do góry nogami uporządkowane życie rodziny. Obawiając się szykan ze strony okupanta, Izydor Hajduczek postanowił przedostać się ze Szczuczyna Nowogródzkiego do Wilna. – Powiedziałem, że ojca samego nie puszczę – wspomina Pan Edward. – Tylko nie pomyślałem, że mam bardzo słabe buty. Dreptałem w tych butach za ojcem, nogi poobcierałem, ze Szczuczyna do Wilna było ze 140 kilometrów. Zima, mróz, ja ten marsz do końca życia będę pamiętał.

Przez kilka lat w dzień pracowałem, w nocy wojowałem.
I tęskniłem za rodziną, za najbliższymi. 

W końcu ojciec doszedł do wniosku, że nie możemy dalej iść razem. Uznał, że ja, młodszy, jakoś się przechowam, przetrwam najcięższe czasy. A do niego mogą się przyczepić. Rzeczywiście, niebawem ojca zatrzymali Niemcy, Zdziwieni jego perfekcyjnym niemieckim, namawiali do podpisania volkslisty. Ojciec kategorycznie odmówił. Po dwóch godzinach przekonywania usłyszał: to ty jesteś szpion, oddajemy cię stronie radzieckiej. Sowieci najpierw zamknęli ojca w więzieniu w Grodnie,
a następnie zesłali na Syberię, do kopalni Workuty. Przez kilka lat rodzina nie wiedziała, co się z nim dzieje, czy w ogóle żyje. Tymczasem Izydor Hajduczek przeszedł cały szlak bojowy
z armią Andersa, był żołnierzem 3 Dywizji Strzelców Karpackich i 2 Korpusu Polskiego. Walczył pod Monte Cassino, wojnę zakończył w Anglii. Do Polski wrócił pierwszy rejsem „Batorego”. Osiadł w Szczecinku, gdzie już wcześniej zamieszkała rodzina. Od razu wrócił do pracy, oczywiście na poczcie, był dyspozytorem przesyłek pieniężnych.  

Pseudonim „Izydor”, po ojcu

Po tym, jak ojca zatrzymali Niemcy, pan Edward przystał do Wileńskiego Oddziału AK. Przez pewien czas służył pod dowództwem Jana Piwnika „Ponurego”, gdy ten został skierowany do prowadzenia partyzantki na Nowogródczyźnie. – Najczęściej dochodziło do potyczek z oddziałami sowieckimi. Różnie to bywało, ale jak widać, cały jestem, nigdy nie doznałem nawet zranienia. Przez kilka lat w dzień pracowałem, w nocy wojowałem. I tęskniłem za rodziną, za najbliższymi. Zupełnie nie wiedziałem, co dzieje się z ojcem, rodzeństwem. Żyją? Gdzie są, w Wilnie, czy na Syberii? 

W partyzantce „Izydor” walczył do końca wojny. – Jak w 1944 na te tereny weszli Rosjanie, przebrałem się w cywilne ubranie, żeby nie wykryli, że byłem w AK. Zacząłem pracować w jakimś gospodarstwie, sytuacja była trudna, wiedziałem, że muszę jak najszybciej stamtąd uciekać. Naczelnik poczty pan Kulesza wystarał się dla mnie o kartę ewakuacyjną, była szemrana, naddarta, ale na granicy uznali ten dokument.   

Z życia zadowolony jestem.
Zawsze wyznawałem zasadę, że
jak się coś zaczyna, to trzeba dokończyć i starać się zamknąć
w przewidywalnym przez
siebie czasie.

Edward Hajduczek uciekł z Wileńszczyzny do Polski centralnej, bo uważał, że zatrze w ten sposób za sobą trop służb bezpieczeństwa, ze względu na bardzo wymieszane i liczne zbiorowiska ludzkie w tej części kraju. Ponadto jego młodsza siostra Aniela też tutaj znalazła schronienie,
a więc chciał dołączyć do niej. 

Co się zaczyna, trzeba dokończyć

W Wołominie Pan Edward pobudował dom, w którym z żoną Krystyną wychowali troje dzieci: Grażynę, Tomasza i Katarzynę. Pracował najpierw w Instytucie Wzornictwa Przemysłowego, gdzie jako dyplomowany technik mechanik był odpowiedzialny za park maszynowy. Następnie w Biurze Projektów Przemysłu Drzewnego, gdzie dopracował do emerytury. 

23 sierpnia 2020 r. Pan Edward skończył 100 lat. Jaką ma receptę, jaki sposób na długie życie w dobrej kondycji? Bardzo prostą, jak się okazuje: żadnego papierosa do ust i życie bez stresu. – Z życia zadowolony jestem. Zawsze wyznawałem zasadę, że jak się coś zaczyna, to trzeba dokończyć i starać się zamknąć
w przewidywalnym przez siebie czasie. Właśnie tak – co by nie zaczął, trzeba solidnie do końca doprowadzić.

Pokaż więcej

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Back to top button
Close
Close

Adblock Detected

Please consider supporting us by disabling your ad blocker