Historia

Powstanie z Mostówki

Listopad  jest miesiącem wspominania.  Zaczynamy go wspominaniem naszych bliskich, którzy odeszli z tego świata.  Później wspominamy  odzyskanie Niepodległości,  ale w ostatnich dniach listopada przypada okazja do wspomnień, dziś już  prawie nie wspominanych. To rocznica wybuchu Powstania Listopadowego.

Powstanie, jak zapewne nieliczni wiedzą, rozpoczęło przejście przez most Sobieskiego i atak na Belweder, słuchaczy Szkoły  Podchorążych dowodzonych przez porucznika Piotra Wysockiego. Noc Listopadowa. 
W Wojsku Polskim świętujemy ten dzień jako Dzień Podchorążego. Podchorąży to tradycyjny tytuł kandydata na oficera. A 29 listopada to święto słuchaczy wojskowych uczelni.   Pamiętam świętowanie tego dnia w czasach, gdy sam byłem podchorążym Wyższej Szkoły Oficerskiej.

 No dobrze, ale co to ma za związek z Mostówką? Pomału. Zaraz będzie.

W czasach mojego sołtysowania w Mostówce poszukiwałem informacji dotyczących historii tej wsi. Zupełnie przypadkowo natknąłem się na  wzmianki o sołtysie Mostówki  w czasach, tego właśnie,  Powstania. Tym sołtysem był Kazimierz Sadowski. Informacje o Nim pojawiają się w dawnych publikacjach dotyczących zesłańców syberyjskich, w okresie po tym powstaniu.  Zbyt wiele tych informacji nie ma, ale wystarczająco dużo by stwierdzić, że ktoś taki istniał, działał, że wykazał się niezłomnością charakteru i przyzwoitą postawą patriotyczną. I to, że powinniśmy dziś być z Niego  dumni. Chociażby pamiętać o Nim. Sama pamięć, myślę, to jednak  stanowczo za mało. Trzeba czegoś więcej.

Źródła mówią o Mostówce koło Okuniewa. Innej Mostówki, w tej okolicy nie było nigdy i nie ma.  To jest ta Mostówka, ta właśnie – nasza. Źródła mówią także o „sąsiednim Majdanie” zatem nie ma już najmniejszych nawet wątpliwości. To tu.  W okresie Powstania Listopadowego to na  naszym terenie odbywały się przemarsze wojsk,  rozwinięcia kierunków natarć. Nie wiem, czy wiadomo powszechnie o bitwach pod Dobrem, Wawrem czy Okuniewem. A one miały miejsce. Rozwinięcie linii wojsk powstańczych przed bitwą o Warszawę to linia Kałuszyn –Dobre- Stanisławów –Radzymin. To w bitwie pod Olszynką Grochowską  śmiertelnie ranny został gen. Franciszek Żymirski, dziedzic niedalekiego Klembowa. To nasza historia. Tutejsza. Taka rodzima. Więc w niczym nie jesteśmy gorsi od innych. Tu też działy się ważne rzeczy.  Tylko, niestety, przysłoniły je inne wydarzenia.

Wróćmy jednak do naszego bohatera sołtysa Kazimierza Sadowskiego. Najwięcej informacji na Jego temat dostarcza nam Agaton Gillert w swym dziele „Opisanie zabajkalskiej krainy”. Gillert został  skazany na osiedlenie  się na Syberii, a  nie na katorgę,  dlatego mógł swobodnie podróżować i zbierać informacje, które później opublikował. Sadowski za pomoc powstańcom,  a później organizatorom rewolucji i partyzantki, w 1833 roku został skazany na katorgę. Razem z nim los  zesłańca podzielił jego zięć Filip Kurek z sąsiedniego Majdanu. Przyznać trzeba, że wsie te zupełnie nie przypominały dzisiejszych.  To nie były tzw. ulicówki, ale gospodarstwa rozrzucone wśród pól i zagajników. W takim terenie łatwo przyjść i równie łatwo oddalić  się niepostrzeżenie. To był atut powstańców. Za pomoc Powstaniu karano surowo, bezwzględnie i brutalnie. Sadowski otrzymał trzy tysiące kijów, jego zięć dwa. Co to znaczy? To była tzw. ścieżka zdrowia. Żołnierze ustawieni w dwóch  szeregach z kijami w rękach a środkiem przechodził skazaniec. Otrzymywał uderzenie kijem od każdego żołnierza. Wielu tego nie przeżywało. To była straszna kara. A później piesza podróż, etapami, do miejsca skazania. Wystarczy poszukać na mapie tego miejsca. To jest za Bajkałem. 

 W drodze również szykany, brutalność, głodzenie. Agaton Gillert pisze o Sadowskim: „kochany szanowany zmarł w Nerczyńskim Zawodzie zostawiwszy wzór i pamięć pięknego żywota”.  Czy to nie jest piękny wzór osobowy dla dzisiejszych mieszkańców Mostówki ? Dalej Gillert pisze:  „Kazimierz Sadowski, sołtys Mostówki, wsi niedaleko Okuniewa położonej, spoczywa na  tym wygnańców cmentarzu. Kazimierz był typem  polskiego włościanina. Gospodarny, cierpliwy, uczciwy, miał w sobie coś patriarchalnego. Dobry katolik, wierny obyczajom ojców, zachował ich cnoty i  uczucia.  Gorący patriota, w 1833 roku  dał  w swoim domu bezpieczne przytulisko i pomoc powstańczemu emisariuszowi Szpekowi. Nie obawiał się wspierać jego przedsięwzięć i planów, chociaż wiedział jakim jest zagrożony niebezpieczeństwem”.

 Szpeka aresztowano i rozstrzelano, a szlachetnych jego pomocników – Sadowskiego i Kurka Moskale porwali i oddali na długie męki. Odbył pełną poniżeń i upokorzeń podróż do Syberii. Tam lata przepracował w najgorszych, katorżniczych, warunkach. Jak czytamy dalej,  doczekawszy starości  staraniem kolegów został  uwolniony od robót. „Kochany, szanowany, zmarł w Nerczyńskim Zawodzie, zostawiwszy  wzór i  pamięć pięknego a poczciwego żywota. Koledzy, na barkach swoich odnieśli ciało na wieczny spoczynek w obcej ziemi, gdzie ani córka ani wnuki nie przyjdą odmówić modlitwy.  Napis na blasze w kościele jest taki: „Kazimierz Sadowski rodem ze wsi Mostówka pod Warszawą włościanin, z  roku 1833 za sprawę polską  pędzony przez rózgi i do kopalni skazany. Umarł  w Nerczyńskim Zawodzie 1851 roku. Żył lat 70”. 

To w zasadzie tyle w źródłowych tekstach.  Dodać  wypada, że w tym samym miejscu, w Nerczyńskim Zawodzie, skazany na katorgę,  przebywał wspomniany na początku Piotr Wysocki. Ten sam, który poprowadził szturm podchorążych na Belweder w Noc Listopadową. Oficer, instruktor w Szkole Podchorążych. To się jakoś tak  splata, łączy niepodzielnie, te ludzkie tragiczne losy.

Jakie to ma znaczenie dla nas, dziś tu  żyjących? Można przejść obok tego obojętnie, wzruszyć ramionami i zbyć całkowitym zignorowaniem. To dosyć częste. Wielu preferuje takie postawy. Może i te prawie dwieście lat to dużo, może zaciera wszelkie perspektywy? A może  nie? Z perspektywy jednego pokolenia tak, ale to nie jedyna perspektywa. Pisząc swój tekst, na ten sam temat,  do Rocznika Wołomińskiego, przywołałem  wiekowe dęby. Takie rosną i w Mostówce. Wiem o jednym, że ma gdzieś 300-400 lat. To świadek tej historii.  Świadek tych wydarzeń sprzed prawie dwóch stuleci.  Co roku, o tej porze zrzucający żołędzie, zaczyn nowego życia.  Ten dąb słyszał wystrzały armatnie pod Okuniewem, Wawrem czy Olszynką Grochowską. Był już wtedy dorosłym drzewem.  Może  przechodził obok niego nasz bohater Kazimierz Sadowski? Słyszał ten dąb,  echa późniejszych bitew, tych w XX wieku. Słysza głos gwizdków parowozów kolejowych pierwszych pociągów  niedalekiej kolei warszawsko-petersburskiej. Ile te stare drzewa słyszały i widziały? To są świadkowie  historii. Czy niemi? Nie zaryzykuję tego stwierdzenia, bo może tylko tak się składa, że one mówią, a my nie słyszymy. Nie zdajemy sobie sprawy z istnienia ich języka  i dlatego nie próbujemy nawet go usłyszeć , ani nie szukamy takiej możliwości. Może one proszą i domagają się takiego dialogu? Może tak jest, a może nie? Stare drzewa są od zarania dziejów przedmiotem kultu.
I coś w tym jest, że ten kult jest. Ale to już inna opowieść. 

Jerzy Kielak

Tag
Pokaż więcej

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Back to top button
Close
Close

Adblock Detected

Please consider supporting us by disabling your ad blocker