Samorząd

Mała wielka elektrownia

Już wkrótce “Stara Elektrownia” na ul. Daszyńskiego odzyska swój blask i otrzyma nową funkcję. Mamy nadzieje, że to miejsce stanie się wyjątkowe na mapie naszego miasta. Zapraszamy do lektury w której poznacie historię tego miejsca.

1 stycznia 1926 r. została uruchomiona wołomińska elektrownia. Po ponad dziesięcioletnich staraniach, bo potrzebę elektryfikacji Wołomina podnosił już Komitet Obywatelski na czele z przewodniczącym Henrykiem Konstantym Woyciechowskim i zastępcą Mieczysławem Czajkowskim. Do działań w tej sprawie powrócono w 1917 r., gdy Wołomin uzyskał prawa osady miejskiej. Ówczesny komisarz Józef Strohmajer, wspierany przez sześcioosobową Radę, podjęli wyzwanie zapewnienia miastu oświetlenia elektrycznego. Zaktualizowano porozumienie z 1913 r. z Kazimierzem Patzerem na budowę elektrowni oraz sieci elektrycznej
i czekano na wykonanie zadania.  

Czas mijał, 4 lutego 1919 r. Wołomin otrzymał prawa miejskie, a budowa elektrowni nie ruszyła z miejsca. W tej sytuacji Rada rozwiązała umowę z Patzerem i  szukała innych rozwiązań. W styczniu 1922 r. udzieliła koncesji na budowę prywatnej elektrowni Benonowi Kaniewskiemu. Niby dwa lata później elektrownia pod efektowną nazwą Zakład Energetyczny Użyteczności Publicznej została uruchomiona, ale był to twór niedoskonały technicznie, dostawa energii elektrycznej (spowodowana głównie problemami z pozyskaniem paliwa) była nieregularna i po kilku miesiącach elektrownia zakończyła swój żywot. W końcu sprawę przejął magistrat, a właściwie wziął w swoje ręce burmistrz Mieczysław Czajkowski i niemożliwe stało się możliwe. 1 stycznia 1926 r. z elektrowni miejskiej przy ul. Fabrycznej (obecnie Daszyńskiego) popłynął prąd.  

 W budynku elektrowni przy wspomnianej ul. Fabrycznej początkowo zainstalowano i uruchomiono jeden zespół prądotwórczy.
W działaniu wyglądało to tak, cyt.: „Prądnica trójfazowa napędzana była przez silnik spalinowy Diesla o mocy 100 KM. Prąd o napięciu 3×380 woltów, poprzez rozdzielnicę, wyłączniki i bezpieczniki doprowadzany był do metalowego, kratowego słupa zbiorczego, usytuowanego na ulicy przy elektrowni i dalej rozprowadzany liniami rozwieszonymi na drewnianych słupach do odbiorców energii”. Tych odbiorców systematycznie przybywało, stąd w 1928 r. elektrownia i sieć elektryczna zostały rozbudowane, m.in. zainstalowano silnik Diesla o mocy 300 KM. A żeby usprawnić dostawy paliwa, wzdłuż ul. Fabrycznej w kierunku torów kolejowych wybudowano rurociąg. Tym rurociągiem ropa z cysterny była dostarczana do dużego zbiornika, znajdującego się w budynku na placu za elektrownią. W tym czasie opłata za prąd wynosiła 81 groszy za jedną kilowatogodzinę, do tej kwoty doliczano 10 procent podatku i 1,5 złotego za dzierżawę licznika. Nie było to widać mało, bo mieszkańcy starali się, zwłaszcza latem, ograniczać pobór energii. Magistrat ratował sytuację (wszak przez cały rok trzeba było płacić pensje pracownikom elektrowni oraz dostawcom paliwa) w taki sposób, że w miesiącach letnich pobierał przedpłaty za energię pobieraną jesienią i zimą, a nawet wprowadził kary za opóźnienie w zapłacie za pobór energii. 

Pod koniec sierpnia 1939 r. do wołomińskiej elektrowni przyjechała cysterna ropy, dzięki czemu udało się w miarę normalnie przetrwać działania wojenne i pierwsze miesiące okupacji. W tym czasie w elektrowni pracowało 11 osób, kierownik (niezmiennie od początku) inż. Stanisław Mossakowski, buchalter, inkasenci, mechanicy, maszyniści, a wśród urzędniczek Eleonora Preksler. Czyżby ta sama Eleonora, która mając zaledwie 28 lat, w 1944 r, „zginęła z rąk oprawców hitlerowskich” i ma swój symboliczny grób na wołomińskim cmentarzu? 

Z czasem sytuacja elektrowni się pogarszała, brakowało paliwa i części zamiennych do psujących się maszyn, poza tym borykający się z wieloma problemami, ba, walczący o przetrwanie mieszkańcy coraz częściej rezygnowali z energii elektrycznej, która znacznie podrożała (z 81 gr na 1,20 zł za 1 kWh).  Lata okupacji to niekończąca się walka o utrzymanie wołomińskiej elektrowni, a później już tylko o zapewnienie dostaw prądu. W 1940 r. burmistrz Józef Cichecki pertraktował z Zakładem Elektrycznym Okręgu Podstołecznego w Warszawie
o dostawę prądu z Elektrowni Warszawskiej. Warunkiem przyłączenia Wołomina do warszawskiej sieci było wybudowanie 9 km linii energetycznej i budowa transformatora. Ponieważ część kosztów, ok. 50 tys. zł, miał ponieść Wołomin, burmistrz Cichecki zaapelował do mieszkańców – odbiorców energii o pożyczkę, która miała być zwracana przy późniejszych rachunkach. Porozumienie doszło do skutku, na początku 1941 r. Wołomin został prowizorycznie przyłączony do Elektrowni Warszawskiej, zaś rodzima elektrownia została unieruchomiona. Zarząd miejski powrócił do ceny 80 gr za 1 kWh. Stan ten nie trwał długo, w kolejnym roku, 1 października 1942 r. ZEOP w Warszawie przejął od zarządu miejskiego elektrownię wraz z infrastrukturą oraz część pracowników. Cena energii ponownie wzrosła do 1,20. Dostawy energii były nieregularne, a w połowie 1944 r. ustały zupełnie.  

Po wojnie wołomińska elektrownia wróciła na chwilę do łask. Z budynku przy ul. Fabrycznej (Daszyńskiego), prąd popłynął w kwietniu 1945 r. Przez kilka miesięcy elektrownia oprócz produkcji prądu, prowadziła również – za sprawą podłączonego do prądnicy młynka – usługi młynarskie. 

Aż do końca lat 40. XX wieku wołomińska elektrownia dostarczała energię elektryczną, borykając się z trudnościami w dostawie paliwa. Najpierw funkcjonowała jako elektrownia miejska, następnie została przejęta przez Zjednoczenie Energetyczne Okręgu Warszawskiego. Po rozbudowie i uruchomieniu dużych elektrowni w Warszawie i Pruszkowie oraz odbudowie linii z Rembertowa do Wołomina, nasza elektrownia stała się niepotrzebna. Jeszcze przez kilka lat służyła jako rezerwowe źródło energii dla huty szkła. Jeszcze na terenie elektrowni działał Posterunek Energetyczny. Jeszcze wybudowano na placu za budynkiem słupową, napowietrzną rozdzielnię, tzw. czworak, obsługujący Wołomin, Radzymin i Tłuszcz. Wszystko skończyło się, gdy w latach 60. zarządzający elektrownią nowo powstały Zakład Sieci Elektrycznych Warszawa – Teren przeniósł Posterunek Energetyczny do nowego budynku przy ul. 15 Grudnia (obecnie J. Piłsudskiego). Budynek elektrowni trafił w administrację Urzędu Miasta, urząd z kolei wynajął go spółdzielni Współpraca. Najgorsze przyszło w latach 70., gdy władze miasta sprzedały na złom wyposażenie elektrowni. Tym samym na złom poszła historia Wołomina. Elektrownia przestała istnieć. Teraz, pół wieku później dostaje szansę na drugie życie. Wstaje niczym feniks z popiołów. 95 lat od momentu uruchomienia, rozpoczyna się renowacja wołomińskiej elektrowni. 

A.B. 

 Niezwykle interesująco i szczegółowo, dzieje wołomińskiej elektrowni opisał Janusz Bublewski w artykule „Elektrownia w Wołominie” w t. IV Rocznika Wołomińskiego, z którego korzystałam pisząc powyższy tekst. 

Pokaż więcej

Related Articles

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Back to top button
X

Adblock Detected

Please consider supporting us by disabling your ad blocker